Menu

Pseudoreview - Inglourious Basterds

02 września 2009

Każdy lubi sobie od czasu do czasu (nieważne czy to jest "oemgie, haj mjuzik festiwal 7 z zakusiem, musiem obejrzeć!!!!111oneone", czy "o żesz kurwa, ale oni się tam napierdalali, mówię Ci, stary, jak on mu z półobrotu wyjebał, to normalnie nie było chuja we wsi!") dobry film. Nie jestem elojołmadafakazajebalimiskładaka krytykiem filmowym z wyrobionym gustem, na który lecą wszystkie panny w okolicy, ale jakieś tam swoje upodobania w tym temacie mam. Nie potrafię zdzierżyć żadnych filmów o tańcu (srsly, guise, jak się tańczy, to trzeba się ruszać, komu by się chciało ;>?), i z czego jestem niesamowicie dumny (+3 do lansu!) nie widziałem żadnego Srep Apa, żadnego Kochaj i Tańcuj na Lodzie śpiewając z Gwiazdami, i nie mam zamiaru zresztą.

Co by się nie oszukiwać, filmy Tarantino lubię, niemniej nie jestem jakimś truhardkorowym fanem, ot, Pulp Fiction, Reservoir Dogs (polski tytuł jest dla mnie tak dziwnie brzmiący, że go nigdy, Świętopełku jedyny, zapamiętać nie mogę), obie części Kill Billa (a teraz także Bękarty Wojny) widziałem, i mi do gustu przypadły.

To też między innymi z tego powodu, rozochocony uberpozytywnymi recenzjami po jakimśtam festiwalu, bez owijania w bawełnę, jak zobaczyłem Inglourious Basterds na torrentachw sklepie, to czym prędzej zassałem.kupiłem na VHS, DVD, Blu-Ray'u i O-Jezu. Po dwie sztuki każdej edycji.

And? Wyszło mu? Jak cholera. Może faktycznie Tarantino jakoś szczególnie trafia w mój specyficzny gust, ale IMHO to jeden z najlepszych filmów jakie ostatnio oglądałem.

(Teraz jest ten moment, który nikogo nie interesuje, bo i tak przeczytał to już miljart razy, także jeżeli wiesz o czym opowiada ten film, skocz sobie do następnego akapitu.) No to jedziemy, ze sztampowym "Film opowiada o". To "lekko" alternatywna wersja drugiej wojny światowej, ze świetnie nakreślonymi postaciami (btw, aktorzy grają postacie zgodnie ze swoimi paszportami, w sensie, Francuzi grają Francuzów, Niemcy Niemców itd.), dziejąca się na terenie .fr. Nie będę zbytnio rozwodził się nad fabułą, gdyż trzymam się zasady że za spoilery powinno się ludzi wieszać (btw, dzięki d4rky za zepsucie endingu S05 House'a ;***). Jest zajebista, tak powiem ;>

Teraz część właściwa, opinia. Więc. Za najlepszą rekomendację, niech służy fakt, że jak tylko zbiorę garstkę znajomych (in your face, Yorp!), to mam zamiar wybrać się na seans do kina ;> Świetna muzyka (nie jakieś smętne, łzawe pieśni z epoki, całkiem współczesna, parę razy wchodzi charakterystyczny riff, który AFAIR można było w trailerze usłyszeć). Typowa dla Tarantino szczypta gore, parę odniesień do wcześniejszych filmów (strzelanina z Reservoir Dogs anyone?), miejsca w których, mając odpowiednie poczucie humoru rzecz jasna, można się pośmiać, cud, miód i orzeszki z miodem ;>

Nie mogąc doczekać się na zobaczenie tego na dużym ekranie, z dobrym dźwiękiem (nie ma to jak TS.Mic, psia jego mać ;/), wystawiam solidną dychę.

I gdybym miał, to bym jeszcze przybił znaczek klausa kłaliti mark, ale nie mam.

Jeszcze!

P.S.

Tak tylko jeszcze coby sobie lansranka podbić zaproszę na mojego blipa ;>

W kategoriach Prywatne,Przemyślenia | 5 komentarzy